# „Dziadek zostawił mi cały spadek. Rodzice pozwali mnie do sądu — nie wiedzieli tylko, co przechowywał przez piętnaście lat”

## Rozdział 1. Pogrzeb

Na pogrzebie dziadka stałam z boku. Nie dlatego, że ktoś kazał mi odejść, ale dlatego, że przez większość życia właśnie tam było moje miejsce w rodzinie — trochę obok, trochę za kimś, nigdy w centrum. Miałam czterdzieści lat i od dawna przestałam oczekiwać, że rodzice nagle zauważą, że istnieje coś więcej poza ich własnymi sprawami. Ojciec, Marek, stał przy trumnie Wiktora Lewandowskiego obok mojej matki Elżbiety. Oboje wyglądali tak, jakby bardzo zależało im, żeby inni zobaczyli ich żałobę.

Dziadek miał osiemdziesiąt dwa lata. Przez całe życie zajmował się nieruchomościami i prowadził niewielką firmę inwestycyjną. Nie był miliarderem, ale dorobił się kilku mieszkań w Warszawie, dwóch lokali użytkowych, działki pod Piasecznem i znacznych oszczędności. W naszej rodzinie wszyscy wiedzieli, że jego majątek jest duży. Przez lata nikt nie mówił o tym otwarcie, ale pieniądze dziadka zawsze wisiały gdzieś w tle rodzinnych rozmów.

Po ceremonii podszedł do mnie starszy mężczyzna z teczką.

— Pani Aleksandra Lewandowska?

— Tak.

— Wojciech Borowski. Prowadziłem sprawy pani dziadka. Proszę przyjść jutro do kancelarii. Chodzi o testament.

Nie zapytałam, co mi zostawił.

Byłam przekonana, że może kilka książek albo zegarek.

## Rozdział 2. Kancelaria

Rodzice byli już na miejscu, kiedy weszłam. Ojciec siedział wyprostowany, matka obok niego. Nawet nie zaproponowali, żebym usiadła bliżej.

Mecenas Borowski otworzył dokument.

— Pan Wiktor Lewandowski sporządził testament notarialny sześć miesięcy temu. Zgodnie z jego treścią główną spadkobierczynią została wnuczka, Aleksandra Lewandowska.

Ojciec podniósł głowę.

— Główną?

Borowski poprawił okulary.

— Tak. Pani Aleksandra dziedziczy nieruchomości, środki pieniężne oraz udziały należące do zmarłego, z wyjątkiem kilku zapisów szczegółowych.

W pokoju zrobiło się cicho.

Matka spojrzała na mnie tak, jakby czekała, aż powiem, że to pomyłka.

Nie powiedziałam nic.

Ojciec pierwszy uderzył dłonią w stół.

— To niemożliwe.

## Rozdział 3. „Musiał być pod wpływem”

— Mój ojciec nie miał z nią żadnej szczególnej relacji — powiedział Marek. — Widziała go kilka razy w roku.

— To prawda — odpowiedziałam.

Ojciec spojrzał na mnie zaskoczony.

— W takim razie sama widzisz, że to absurd.

Borowski zachował spokój.

— Pan Wiktor był w pełni świadomy treści testamentu. Dokument został sporządzony notarialnie i jego stan psychiczny nie budził zastrzeżeń.

Matka odezwała się pierwszy raz.

— Aleksandra musiała z nim rozmawiać o pieniądzach.

— Nigdy.

— Nie wierzę ci.

To zabolało mniej, niż powinno.

Byłam przyzwyczajona, że moi rodzice wierzyli mi tylko wtedy, kiedy było to dla nich wygodne.

## Rozdział 4. Koperta

Przed wyjściem Borowski podał mi kopertę.

— To osobista wiadomość od pani dziadka.

Na korytarzu ojciec próbował mnie zatrzymać.

— Pokaż.

— Nie.

— To mój ojciec.

— A list jest do mnie.

Pierwszy raz w życiu zobaczyłam na jego twarzy coś więcej niż irytację.

Była tam wrogość.

W autobusie otworzyłam kopertę.

Dziadek napisał krótko:

**„Aleksandro, nie będę udawał, że byliśmy sobie bliscy. Nie byliśmy. Ale widziałem więcej, niż myślałaś. Widziałem, jak często zostawałaś sama wtedy, kiedy rodzice powinni byli być obok. I widziałem, jak często oni przychodzili do mnie dopiero wtedy, gdy potrzebowali pieniędzy.”**

Czytałam dalej.

**„Nie zostawiam ci majątku z sentymentu. Zostawiam ci go, bo uważam, że to uczciwe.”**

## Rozdział 5. Dwa dni później

Pozew przyszedł szybciej, niż się spodziewałam.

Rodzice zakwestionowali testament. Twierdzili, że dziadek był podatny na wpływ i że wykorzystałam jego wiek, by odsunąć ich od spadku.

Czytałam pismo trzy razy.

Najbardziej bolało nie to, że mnie pozwali.

Bolało to, kim musieli mnie przedstawić, żeby móc to zrobić.

Manipulantką.

Osobą chciwą.

Wnuczką, która zbliżyła się do starego człowieka tylko po pieniądze.

A przecież ja ledwo umiałam z nim rozmawiać o czymkolwiek osobistym.

## Rozdział 6. Katarzyna Nowak

Mecenas Katarzyna Nowak zajmowała się sprawami spadkowymi. Nie obiecywała mi zwycięstwa. To od razu mi się spodobało.

— Testament notarialny to mocny punkt — powiedziała. — Ale jeśli rodzice zarzucają brak świadomości albo nadmierny wpływ, musimy pokazać, że dziadek podejmował decyzję samodzielnie i miał ku niej własne powody.

— A jeśli nie mam dowodów?

— Ma pani więcej, niż pani myśli.

— Skąd pani wie?

— Bo rodziny zostawiają ślady. W mailach, przelewach, kartkach, dokumentach medycznych, czasem w zwykłych kalendarzach.

To zdanie wróciło do mnie kilka dni później.

## Rozdział 7. Kartki

O trzeciej w nocy nie mogłam spać. Otworzyłam szufladę z papierami i zaczęłam przeglądać stare rzeczy.

Na dnie znalazłam pudełko po butach.

Było tam piętnaście kartek urodzinowych.

Wszystkie od dziadka.

Pierwszą dostałam, kiedy miałam dziewiętnaście lat. Ostatnią pięć lat temu. Każda wyglądała podobnie: proste życzenia, podpis „W.L.”, czasem dołączony przelew albo pieniądze.

Rodzice przez ten sam okres nie wysłali mi ani jednej kartki.

Nie dlatego, że nie pamiętali daty.

Po prostu uważali, że „nie ma sensu robić z urodzin wielkiego wydarzenia”.

Dziadek najwyraźniej uważał inaczej.

## Rozdział 8. Osiemnaste urodziny

W pudełku znalazłam też stary list.

Dziadek wysłał go, gdy skończyłam osiemnaście lat.

**„Aleksandro, wiem, że zaczynasz studia i że twoi rodzice uważają, że powinnaś radzić sobie sama. Samodzielność jest dobra, ale nie należy mylić jej z pozostawieniem człowieka bez wsparcia. Jeśli kiedyś będziesz naprawdę potrzebować pomocy, możesz do mnie zadzwonić.”**

Nigdy nie zadzwoniłam.

Byłam zbyt dumna.

Pracowałam w kawiarni, później w biurze rachunkowym, brałam dodatkowe zlecenia wieczorami.

Skończyłam studia sama.

Przez wiele lat uważałam, że to moja siła.

Dziś wiem, że po części była to konieczność.

## Rozdział 9. Mail o czesnym

Katarzyna poprosiła mnie, żebym przeszukała stare skrzynki mailowe.

Znalazłam wiadomość z trzeciego roku studiów.

Napisałam do rodziców:

**„Potrzebuję pomocy z czesnym za kolejny semestr. Brakuje mi 4 800 zł. Mogę oddać w ratach po wakacjach.”**

Ojciec odpowiedział:

**„Masz już dwadzieścia dwa lata. Czas nauczyć się odpowiedzialności. Nie możemy cię utrzymywać bez końca.”**

Nie pamiętałam, jak bardzo bolało mnie wtedy to zdanie.

Pamiętałam tylko, że wzięłam więcej zmian.

Kilka dni później dziadek przelał mi dwa tysiące złotych na urodziny.

Bez pytania.

## Rozdział 10. Ten sam rok

Mecenas Nowak znalazła coś jeszcze w dokumentach przekazanych przez kancelarię dziadka.

W tym samym roku ojciec poprosił Wiktora o 150 tysięcy złotych na rozwój firmy.

Dziadek odmówił.

W notatce zapisał:

**„Marek twierdzi, że córka musi nauczyć się żyć bez pomocy. Sam nie widzi sprzeczności w tym, że od trzydziestu lat prosi mnie o pieniądze.”**

Kiedy przeczytałam te słowa, długo siedziałam bez ruchu.

To nie było wielkie odkrycie.

Nie było nagrania, skandalu ani sekretnej dokumentacji.

Jedno zdanie.

A jednak nagle całe moje dzieciństwo i dorosłość wyglądały inaczej.

Ktoś naprawdę widział tę sprzeczność.

## Rozdział 11. Pierwsza rozprawa

Sala sądowa była znacznie mniej dramatyczna, niż pokazuje się w telewizji. Kilka osób, stosy akt, szelest papieru. Żadnych kamer. Żadnego tłumu.

Rodzice siedzieli po przeciwnej stronie.

Ich pełnomocnik twierdził, że dziadek w ostatnich latach odsunął się od rodziny i że ja wykorzystałam tę izolację.

Sędzia długo czytał dokumenty.

W końcu podniósł głowę.

— Państwo twierdzą, że córka utrudniała kontakt ze zmarłym?

— Tak — odpowiedział prawnik.

— W jaki sposób?

Zapadła cisza.

Ojciec spojrzał na pełnomocnika.

Nie mieli konkretnej odpowiedzi.

## Rozdział 12. Jedno pytanie

Sędzia przewrócił kilka stron.

— Według dokumentacji z ostatnich dwóch lat pani Aleksandra odwiedziła zmarłego siedem razy. Państwo Marek i Elżbieta Lewandowscy — cztery razy. Proszę wyjaśnić, jak osoba odwiedzająca siedem razy miała skutecznie izolować zmarłego od osób odwiedzających cztery razy?

Ojciec przestał się uśmiechać.

To było wszystko.

Nie było wielkiej przemowy.

Nie było publicznego upokorzenia.

Jedno pytanie.

I nagle zobaczyłam, że cała narracja rodziców zaczyna się chwiać.

## Rozdział 13. Lekarz

Na kolejnej rozprawie zeznawał lekarz dziadka.

— Czy pan Wiktor miał objawy demencji? — zapytał sędzia.

— Nie.

— Problemy z pamięcią wpływające na decyzje?

— Nie.

— Czy był zdolny do rozumienia konsekwencji czynności prawnych?

— Zdecydowanie tak.

Lekarz wyjaśnił, że dziadek miał problemy z sercem i poruszaniem się, ale intelektualnie funkcjonował bardzo dobrze.

Pełnomocnik rodziców próbował sugerować, że wiek sam w sobie zwiększa podatność na wpływ.

Lekarz odpowiedział spokojnie:

— Wiek nie jest diagnozą.

To zdanie zapamiętałam.

## Rozdział 14. Notariusz

Borowski również zeznawał.

Powiedział, że przed podpisaniem testamentu dziadek kilka razy pytał o konsekwencje prawne, szczególnie o możliwość zakwestionowania dokumentu.

— Czy ktoś był obecny podczas sporządzania testamentu? — zapytał sędzia.

— Nie.

— Pani Aleksandra?

— Nie.

— Czy zmarły mówił, dlaczego wybrał wnuczkę?

Borowski zawahał się.

— Powiedział, że nie chce nagradzać ludzi tylko dlatego, że są jego najbliższymi krewnymi. Chce zostawić majątek osobie, która przez lata nauczyła się radzić sobie bez niego.

Spojrzałam na stół.

To brzmiało dokładnie jak dziadek.

## Rozdział 15. Szpital

Najtrudniejszy dowód dotyczył mnie.

Kiedy miałam dwadzieścia cztery lata, trafiłam do szpitala z ciężkim zapaleniem płuc. Leżałam tam sześć dni. Zadzwoniłam do matki drugiego dnia.

Pamiętałam rozmowę.

— Mamo, chyba zostanę jeszcze kilka dni.

— To odpoczniesz.

— Mogłabyś przyjechać?

— Aleksandra, jestem poza Warszawą. Nie będę wracać tylko dlatego, że masz zapalenie płuc.

Nigdy nie zapomniałam tego zdania.

Matka nie przyjechała.

Ojciec też nie.

## Rozdział 16. To, czego nie chciałam używać

Katarzyna powiedziała:

— Nie musimy robić z procesu rozliczenia całego pani dzieciństwa.

Poczułam ulgę.

Nie chciałam udowadniać przed obcymi ludźmi, że rodzice byli źli.

Chciałam tylko obronić testament.

Dlatego przedstawiliśmy tyle, ile trzeba.

Dokumentację leczenia.

Kilka maili.

Kartki dziadka.

Notatkę o pożyczce ojca.

I historię kontaktów dziadka z całą rodziną.

Reszta mogła zostać moja.

## Rozdział 17. Pudełko na stole

Na trzeciej rozprawie Katarzyna położyła na stole małe pudełko.

— Chciałabym przedstawić korespondencję zmarłego z pozwaną z ostatnich piętnastu lat.

Wyjęła kartki.

Jedną po drugiej.

Sędzia przejrzał kilka.

— Wszystkie urodzinowe?

— Tak.

— Piętnaście lat?

— Tak.

Pełnomocnik rodziców powiedział:

— To przecież nie dowodzi bliskiej relacji.

Katarzyna odpowiedziała:

— Nie twierdzimy, że była bliska. Twierdzimy, że była regularna. To dwie różne rzeczy.

Ta różnica była sednem wszystkiego.

## Rozdział 18. Ojciec zeznaje

Ojciec mówił spokojnie. Przynajmniej na początku.

— Aleksandra od młodości była bardzo niezależna — powiedział. — Nie chciała naszej pomocy.

Katarzyna spojrzała na niego.

— Czy prośba o 4 800 zł na czesne była prośbą o pomoc?

Ojciec zamilkł.

— Była dorosła.

— A gdy pan prosił swojego ojca o 150 tysięcy, ile miał pan lat?

Na sali zrobiło się cicho.

— To była inwestycja.

— Pieniądze zostały oddane?

— Nie pamiętam.

Katarzyna skinęła głową.

— Rozumiem.

Nie potrzebowała niczego dodawać.

## Rozdział 19. Matka

Matka wyglądała na bardziej zmęczoną niż zwykle.

Sędzia zapytał ją o szpital.

— Nie pamiętam dokładnie.

— Dokumentacja pokazuje sześciodniowy pobyt córki.

— Mogłam mieć wtedy ważny wyjazd.

— Rozumiem. Czy później pani przyjechała?

— Nie pamiętam.

Patrzyłam na nią i nagle zrozumiałam, że w pewnym sensie mówi prawdę.

Ona naprawdę nie pamiętała.

Dla mnie tamten tydzień był jednym z najbardziej samotnych w życiu.

Dla niej był jednym z wielu tygodni.

Może właśnie to bolało najbardziej.

## Rozdział 20. Przerwa

Po rozprawie matka dogoniła mnie na korytarzu.

— Aleksandra.

Odwróciłam się.

— Naprawdę musisz to wszystko wyciągać?

— Ja?

— Te maile. Szpital. Urodziny.

— Wy pozwaliście mnie do sądu.

Zamilkła.

— Gdybyście nie powiedzieli, że zmanipulowałam dziadka, nikt nie musiałby oglądać żadnego maila.

Matka spojrzała w dół.

— Nie wiedziałam, że trzymałaś te kartki.

— Ja też nie wiedziałam, że kiedyś będą potrzebne.

Odeszłam.

## Rozdział 21. Jeszcze jedna teczka

Kilka dni później Borowski zadzwonił.

— Pani Aleksandro, znalazłem coś w prywatnych dokumentach Wiktora. Myślę, że powinna pani to zobaczyć.

Pojechałam do kancelarii.

Na biurku leżał zwykły zeszyt w czarnej okładce.

Nie dziennik.

Raczej notatnik.

Daty, krótkie zdania, czasem numery telefonów.

Dziadek zapisywał różne sprawy: remonty, spotkania, lekarzy, rozmowy z rodziną.

Przy nazwisku mojego ojca pojawiały się głównie kwoty.

**„Marek — 50 tys.”**

**„Marek — 80 tys.”**

**„Marek znów pyta o pieniądze.”**

Przy moim nazwisku były rzeczy zupełnie inne.

**„Aleksandra — urodziny.”**

**„Aleksandra — obrona magisterska.”**

**„Aleksandra — szpital.”**

## Rozdział 22. Jedna notatka

Na ostatniej zapisanej stronie znalazłam krótkie zdanie:

**„Nie była u mnie często. Ale nigdy nie przyszła po pieniądze.”**

Przeczytałam je trzy razy.

To było wszystko.

Nie było tam „kocham ją”.

Nie było „jest moją ukochaną wnuczką”.

Dziadek nie umiał tak pisać.

Ale właśnie dlatego zdanie wydawało się prawdziwe.

Borowski powiedział:

— To właśnie on.

— Wiem.

— Chce pani to przedstawić?

Zastanowiłam się.

— Tak. Ale tylko tę stronę.

Nie chciałam robić z notatnika aktu oskarżenia przeciwko całej rodzinie.

## Rozdział 23. Ostatnia rozprawa

Na ostatniej rozprawie nie było wielkiego finału. Sędzia podsumował dowody spokojnie.

Testament został sporządzony prawidłowo.

Stan psychiczny dziadka nie budził wątpliwości.

Nie wykazano, że wywierałam na niego presję.

Nie wykazano również, że ograniczałam jego kontakty z rodziną.

Sędzia wspomniał o korespondencji, notatkach i zeznaniach lekarza oraz notariusza.

Potem spojrzał na rodziców.

— Sam fakt, że testament jest dla państwa niekorzystny, nie oznacza, że jest nieważny.

To było najważniejsze zdanie tej sprawy.

Pozew został oddalony.

## Rozdział 24. Po wyroku

Nie poczułam triumfu.

Katarzyna podała mi rękę.

— Gratuluję.

— Dziękuję.

Ojciec pakował dokumenty ze swoim prawnikiem. Matka siedziała jeszcze chwilę.

Kiedy wyszłam na korytarz, usłyszałam za sobą:

— Mam nadzieję, że jesteś zadowolona.

To był ojciec.

— Nie jestem.

— Dostałaś wszystko.

— Nie wszystko.

Spojrzał na mnie.

— Czego jeszcze chcesz?

Pokręciłam głową.

— Już niczego od was nie chcę.

To zabolało go bardziej niż krzyk.

## Rozdział 25. Matka

Dwa tygodnie później zadzwoniła matka.

— Możemy się spotkać?

Spotkałyśmy się w kawiarni na Ochocie.

Nie przyszła elegancko ubrana. Nie miała makijażu. Wyglądała zwyczajnie.

— Nie będę prosić o pieniądze — powiedziała od razu.

— Dobrze.

— Chcę cię zapytać o te kartki.

— Co z nimi?

— Dziadek naprawdę wysyłał je co roku?

— Tak.

Matka spuściła wzrok.

— Nie wiedziałam.

Spojrzałam na nią.

— Wy też mogliście wysyłać.

Nic nie odpowiedziała.

## Rozdział 26. Przeprosiny

Po chwili powiedziała:

— Byłam złą matką.

Nie powiedziała tego efektownie.

Bez łez.

Bez tłumaczenia.

Po prostu.

— Wiem — odpowiedziałam.

Drgnęła.

— Myślałam, że sobie radzisz.

— Radziłam sobie.

— No właśnie.

— Mamo, to że dziecko sobie radzi, nie oznacza, że nie potrzebuje rodziców.

Po raz pierwszy od dawna spojrzała mi prosto w oczy.

— Wiem.

Nie wybaczyłam jej tego dnia.

Ale też nie wstałam od stołu.

## Rozdział 27. Ojciec nie zadzwonił

Ojciec nie zadzwonił ani razu.

Przez kilka miesięcy słyszałam przez rodzinę, że nadal uważa wyrok za niesprawiedliwy. Twierdził, że dziadek „ukarał go za stare sprawy”.

Może kiedyś zrozumie.

Może nie.

Nie potrzebowałam już tego do własnego spokoju.

Długo czekałam, aż rodzice przyznają, że coś zrobili źle.

Potem zrozumiałam, że uzależniam własne życie od ludzi, którzy od dawna pokazują mi, kim są.

Nie chciałam tak dalej.

## Rozdział 28. Majątek

Spadek okazał się duży, ale nie zmienił mojego życia w bajkę. Sprzedałam jeden lokal użytkowy, ponieważ nie chciałam nim zarządzać. Zostawiłam mieszkanie dziadka i wynajęłam pozostałe nieruchomości profesjonalnej firmie.

Nie kupiłam willi.

Nie rzuciłam pracy.

Po prostu po raz pierwszy przestałam martwić się o kredyt, rachunki i to, co będzie, jeśli przez kilka miesięcy nie będę mogła pracować.

Największym luksusem nie były pieniądze.

Był nim spokój.

Dziadek chyba właśnie to chciał mi dać.

## Rozdział 29. Mieszkanie dziadka

Pierwszy raz weszłam sama do mieszkania Wiktora kilka tygodni po zakończeniu sprawy.

Wszystko było uporządkowane.

Stare radio.

Fotel.

Stół przy oknie.

Na biurku stał kalendarz.

Przewróciłam kilka kartek.

Przy dacie moich urodzin widniał mały zapis:

**„Aleksandra — kartka.”**

Tylko tyle.

Usiadłam.

I zaczęłam płakać.

Przez piętnaście lat wydawało mi się, że te kartki przychodziły automatycznie.

Teraz zobaczyłam, że każdego roku ktoś wpisywał mnie do kalendarza.

## Rozdział 30. Ostatnia kartka

W szufladzie znalazłam jeszcze jedną kopertę.

Nie była wysłana.

Na przodzie moje imię.

W środku zwykła kartka urodzinowa bez daty.

Dziadek napisał:

**„Aleksandro. W życiu spotkasz ludzi, którzy będą próbowali przekonać cię, że jesteś mniej ważna, bo mniej od nich potrzebujesz. Nie wierz im. Samodzielność nie odbiera człowiekowi prawa do miejsca przy stole.”**

Pod spodem tylko:

**Wiktor.**

Siedziałam z tą kartką bardzo długo.

Nie wiem, czy planował wysłać ją na następne urodziny.

Może tak.

Może wiedział, że już nie zdąży.

## Rozdział 31. Rok później

Rok później nadal mieszkałam w tym samym mieszkaniu na Żoliborzu. Wciąż pracowałam. Wciąż jeździłam metrem.

Nie potrzebowałam zaczynać całkiem nowego życia.

Potrzebowałam tylko przestać żyć w przekonaniu, że przeszłość czegoś mi o mnie dowodzi.

Z matką widywałam się czasem na kawie.

Ostrożnie.

Bez udawania, że nagle jesteśmy blisko.

Ojciec nadal milczał.

Przestałam sprawdzać, czy zadzwoni.

## Rozdział 32. Co naprawdę odziedziczyłam

Ludzie, którzy słyszeli historię, najczęściej pytali o pieniądze.

Ile dokładnie dostałam?

Ile warte były mieszkania?

Czy rodzice niczego nie dostali?

Rozumiałam ciekawość.

Sama na początku patrzyłam na testament jak na coś niewiarygodnego.

Ale po czasie pieniądze przestały być najważniejszą częścią tej historii.

Najważniejsze było małe pudełko z piętnastoma kartkami.

Mail sprzed prawie dwudziestu lat.

Jedna notatka w czarnym zeszycie.

I data moich urodzin wpisana ręką człowieka, którego przez całe życie uważałam za chłodnego i obojętnego.

Dziadek nie naprawił mojego dzieciństwa.

Nie mógł.

Nie sprawił też, że rodzice stali się inni.

Ale zostawił mi coś, czego wcześniej nie miałam.

Dowód.

Dowód, że kiedy przez lata czułam się niewidzialna, ktoś jednak patrzył.

Ktoś zauważył, że pracuję po nocach, że radzę sobie sama, że nikt nie przyjechał do szpitala.

Ktoś pamiętał o moich urodzinach.

I może właśnie dlatego, kiedy dziś myślę o spadku, nie widzę mieszkań ani pieniędzy.

Widzę piętnaście cienkich kopert ułożonych jedna na drugiej.

Bo czasem największym dziedzictwem nie jest to, co ktoś zostawia na koncie.

Czasem jest nim świadomość, że przynajmniej jedna osoba przez całe twoje życie naprawdę widziała, jak bardzo próbujesz sobie poradzić.