Usiadłem na łóżku, zanim do końca zrozumiałem, że się obudziłem. Czekając na karetkę, zadzwoniłem do córki. Patrzyła gdzieś przeze mnie, daleko, w miejsce, do którego nie umiałem jej dosięgnąć. Kiedy dyspozytorka powiedziała, że karetka jest już w drodze, zadzwoniłem do Moniki.

„Daj znać, jak dojedziecie do szpitala. ”
Monitor zapiszczał szybciej, po czym znów wrócił do równego rytmu. Do środka wpadło zimne, mokre powietrze. Usiadłem dopiero, kiedy nogi same odmówiły mi posłuszeństwa.
Telefon trzymałem na kolanach ekranem do góry. Po jakimś czasie, którego nie umiałbym policzyć, wyszła do mnie lekarka. „Czy ktoś z rodziny do pana dojedzie? ”
Monika przycisnęła palce do ust.
„Jedź do domu, prześpij się, przebierz. ” Zamówienia, faktury, telefony do stolarzy, umawianie klientek. Wyjąłem telefon i napisałem do Wiktora: „Sprawdź firmę Moniki. Nie dlatego, że był biedny albo że przyszedł do naszej rodziny z niczym.
”
Powiedział Wiktor: duże około 800 000 zł. Do tego dwa nieudane interesy. 800 000. Oparłem łokcie na stole i przycisnąłem dłoń do ust.
Pierwszy rok działalności około 400 000 zł straty – powiedział Wiktor. Drugi rok, około 650 000. Trzeci ponad 900 000 i nadal rośnie. Przecież dałem jej na start milion 200 000 zł.
Pamiętałem, jak Monika przyszła do mnie z tym pomysłem. Około miliona 700 000 zł w ciągu ostatnich lat szło przez jej osobne konto inwestycyjne, które założyłeś dla niej po sprzedaży części udziału w firmie. Bramy garażowe, drzwi do szkół, zabudowy aluminiowe do przychodni. Do Warszawy pojechałem bez zapowiedzi.
Przez tyle lat miałem prawo wejść do kancelarii Dariusza jak do miejsca, które znałem niemal tak dobrze jak własne biuro. Podszedłem do okna. Nie o firmę się bała, o dostęp do pieniędzy. „Masz czas do końca dnia” – powiedziałem.
„Jeżeli tego nie zrobisz, jutro rano składam zawiadomienie do izby adwokackiej i uruchamiam prawników, którzy nie będą mieli do ciebie sentymentu. Nie dzwoń do Barbary. ”
Siedział w najdalszym kącie plecami do ściany. „Przychodzę, bo Monika poszła dalej, niż ja się zgodziłem iść, i ja nie pójdę za nią do sądu ani do więzienia.
” Dopiero wtedy popchnął teczkę do mnie. Między 600 a 750 000 zł. Przyklejonego do pieniędzy mojej córki. Ale potem raz wróciłem wcześniej do domu.
Oddychał ciężko, jak człowiek przed wejściem do zimnej wody. Powiedziała, żeby nie przywiązywał się do państwa za bardzo. Powiedziała: „Nie przywiązuj się do nich za bardzo, Kacper. ” Z jego łez klucz do naszych portfeli.
Przycisnąłem pięść do ust i zamknąłem oczy. Potem wróciłem do stolika i usiadłem powoli. Telefon zadzwonił, kiedy wsiadałem do auta. Rozłączyłem się dopiero wtedy, kiedy usłyszałem, że pielęgniarka weszła do sani.
Potem zadzwoniłem do Wiktora.


