„Gdzie są moje 2500, Agnieszko? ” – Barbara stała w przedpokoju w puchowej kurtce, z której kapało na linoleum. Patrzyła na synową tym spojrzeniem, od którego robiło się zimno. Agnieszka wyrzuciła szmatę do wiadra.

„Pani chyba zapomniała, że Michał od miesiąca nie pracuje. Moja pensja nie jest z gumy. ” Barbara skrzywiła usta. „Michał zawsze dbał o matkę.
Ja mam ciśnienie, serce mi kołacze, stawy bolą. Prywatny lekarz kosztuje. Ty jesteś jego żoną, więc teraz ty musisz przejąć obowiązek. Jutro chcę mieć pieniądze na koncie.
2500, ani grosza mniej. ”
Za ścianą rozległo się potężne ziewnięcie. Michał jeszcze miesiąc temu był elektrykiem, ale pokłócił się z kierownikiem i rzucił pracę. Od tamtej pory leżał na kanapie w bordowym szlafroku, oglądał filmiki o sukcesie i tłumaczył, że człowiek wybitny musi poczekać na właściwy moment.
Barbara ciągnęła: „Michał jest w delikatnym okresie. Nie możesz mu dokładać nerwów rachunkami. ” Agnieszka parsknęła. „Ja to mieszkanie ciągnę sama.
Od 28 dni nie przyniósł ani złotówki. ” Barbara odwróciła się i trzasnęła drzwiami. Agnieszka widziała z okna, jak ta schorowana kobieta żwawo przeskakuje kałuże i prawie truchtem biegnie na przystanek. W pokoju Michał leżał z telefonem.
„Aga, skończył się ser z niebieską pleśnią. Weź dwa opakowania i herbatę z jaśminem. A mamie trzeba było coś dać. ” Agnieszka popatrzyła na niego jak na obcego.
„Pasztet z promocji może być? ” – zapytała. Michał uniósł się na łokciu. „Ja nie jem takich rzeczy.
Jestem w procesie. Organizm potrzebuje dobrego paliwa. Masz może łososia? ” – „Mam u sąsiadów w akwarium.
Możesz iść złowić. ” Nie odpowiedział, obrażony. Nagle ktoś zapukał. To była Zofia, właścicielka mieszkania, z rudym kotem na rękach.
„Za przyszły miesiąc doliczam 300 zł. Wszystko drożeje. ” Agnieszka odliczyła pieniądze. Zofia zajrzała do salonu.
„A ten dalej choruje na kanapę? ” Michał poczerwieniał. „Jestem w okresie zawodowej transformacji. ” Zofia spojrzała na kota.
„Słyszysz, Filemon? Transformacja. Za moich czasów mówiło się na to lenistwo. ” Kot miauknął.
Następnego dnia Agnieszka wyszła z pracy wcześniej. Nie chciała wracać do domu, więc poszła wolniej przez osiedle. Przy aptece usłyszała znajomy głos. Barbara stała pod daszkiem, elegancko ubrana, z błyskiem w oku.
„Domowe solarium kolagenowe. Z lampami, z nawiewem, z programem odmładzającym. Normalnie 42000, ale trafiłam na specjalną ofertę. Rata 2400 miesięcznie.
” Agnieszce zrobiło się gorąco. To były pieniądze, które Barbara co miesiąc wyciągała na „lekarzy”. „A Michał wie? ” – zapytała koleżanka.
Barbara prychnęła. „A po co ma wiedzieć? Jak matka mówi, że ma serce, to syn nie będzie dyskutował. Agnieszka teraz musi przejąć płatności.
Młoda jest, zdrowa. Niech bierze dodatkowe zmiany. ”
Agnieszka odeszła, zanim Barbara ją zauważyła. Usiadła na ławce i patrzyła w szare niebo.
Przypomniała sobie wszystkie rozmowy: prywatny kardiolog, badania, leki. A to było solarium za 42000. Roześmiała się sucho. Wyjęła telefon.
Artur, dyrektor zakładu, mówił jej o nowym oddziale w innym mieście. Wtedy odmówiła, ale teraz wiedziała, że to koniec. Nacisnęła zieloną słuchawkę. „Dzwonię w sprawie transferu.
Czy propozycja jest aktualna? ” Artur potwierdził: „Pensja 9500 netto, mieszkanie służbowe. Tylko masz męża. Michał pojedzie z tobą?
” – „Michał zostanie tutaj. Ma bardzo ważne sprawy na kanapie. ” – „Czyli jesteś zdecydowana? ” – „Tak.
”
Przez tydzień Agnieszka była spokojna. Wracała do domu z tanimi zakupami, bez łososia i sera z pleśnią. Michał jęczał: „Kasza z sosem? Ja jestem w procesie odbudowy energetycznej.
” – „Człowiek twórczy może sobie ugotować coś lżejszego. ” Wieczorami Barbara dzwoniła: „Agnieszko, ciśnienie mi skoczyło. Klinika czeka na wpłatę. ” – „Pieniędzy jeszcze nie mam.
Niech pani weźmie zaliczkę albo poprosi o dodatkowe dyżury. ” Barbara prychała i kończyła rozmowę. W nocy Agnieszka pakowała walizkę. Brała tylko to, co naprawdę było jej.
Michał niczego nie zauważył. W piątek Agnieszka wstała przed świtem. Napisała do Zofii: „Proszę przyjechać po klucze. Rozwiązuję umowę.
” Michał obudził się przed 9:00. „Zrobiłaś mi zieloną herbatę? ” – „Czajnik stoi na kuchence. ” – „Nie wiesz, że rano potrzebuję łagodnego wejścia w dzień?
” Wtedy zadzwonił dzwonek. Barbara wpadła jak burza, z teczką dokumentów. „Dość tego! Potrzebuję 2500 dzisiaj, natychmiast.
” Michał pokiwał głową: „Mama ma rację. Możesz wziąć dodatkowe zmiany. ”
Agnieszka uśmiechnęła się szeroko. „Ma pani rację, Barbaro.
Żona powinna dzielić wszystkie trudności męża. Tylko że pieniędzy nie ma. Posłuchałam pani rady i zwolniłam się. ” Barbara pobladła.
„Zwolniłaś się? Kto teraz będzie płacił moją ratę za…” – urwała. Michał wytrzeszczył oczy. „Jaką ratę?
” – „Żadną. Przejęzyczyłam się. ” Agnieszka dodała: „Może za domowe solarium kolagenowe? ” Barbara zesztywniała.
Michał krzyknął: „Ty brałaś ode mnie pieniądze na lekarzy? ” – „Bo na solarium byś mi nie dał! ” – „Oczywiście, że bym nie dał, bo nie jestem idiotą! ” Zaczęli krzyczeć jedno przez drugie.
O 10:00 w drzwiach stanęła Zofia z kotem. Agnieszka położyła klucze na blacie. „Oddaję mieszkanie. ” Michał odwrócił się.
„To gdzie ja pójdę? ” – „Do mamy. Skoro rodzina to obowiązek, na pewno cię przyjmie. ” Barbara otworzyła usta.
„A gdzie ja go położę? ” – „Przy solarium. Możecie się wymieniać. ” Zofia parsknęła.
Michał zbladł. „Przecież mówiłaś, że się zwolniłaś. ” – „Nie zwolniłam się. Przeniosłam się do innego miasta.
Mam nową posadę, 9500 netto i mieszkanie służbowe. Wyjeżdżam dzisiaj. ” Michał patrzył na nią, jakby ktoś wyjął mu spod pleców kanapę. „Co ja mam teraz zrobić?
” – „To samo, co radziłeś mnie. Znaleźć rozwiązanie, pożyczyć, wziąć dodatkową zmianę. ”
Agnieszka chwyciła walizkę i wyszła. Za plecami wybuchła kłótnia.
Na zewnątrz powietrze było ostre. Zamówiła taksówkę na dworzec. Po raz pierwszy od lat wzięła głęboki oddech i poczuła, że naprawdę ma czym oddychać.


